Przejdź do treści
Moja Matura
Lokalna wersja próbna · 512 arkuszy · 2015–2026

Maj 2015 · Formuła 2015

Filozofia 2015 — poziom rozszerzony — Formuła 2015

Pracuj we własnym tempie. Sprawdź oficjalne odpowiedzi i dostępne objaśnienia. Wyjaśnienia pozostające w opracowaniu są oznaczone przy zadaniach.

Zadania / części
16
Punkty na stronie
50
Poziom
Rozszerzony

Zachowany status źródłowy: ten arkusz nie ma jeszcze zatwierdzenia redakcyjnego całego zestawu. Dostępne odpowiedzi i opracowania pozostają oznaczone przy zadaniach.

Pracuj z arkuszem

Zadania, odpowiedzi i opracowania

Zadanie 1.1

2 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Które zdania są zgodne z tekstem Kartezjusza? Zaznacz literę P przy właściwych
zdaniach.
1. Do prawd można dotrzeć tylko mocą rozumowania lub objawienia. P
2. Pojęcie istoty doskonałej musi pochodzić od istoty doskonałej. P
To niebezpośrednio Bóg warunkuje moje istnienie, lecz czyni to idea
3. P
mojego umysłu.
4. Człowiek nie jest twórcą idei substancji nieskończonej. P

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.1. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Które zdania są zgodne z tekstem Kartezjusza? Zaznacz literę P przy właściwych zdaniach. 1. Do prawd można dotrzeć tylko mocą rozumowania lub objawienia. P 2. Pojęcie istoty doskonałej musi pochodzić od istoty doskonałej. P To niebezpośrednio Bóg warunkuje moje istnienie, lecz czyni to idea 3. P mojego umysłu. 4. Człowiek nie jest twórcą… Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 1.1: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 1.1: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 4

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.10

3 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Uzupełnij tabelę, wpisując we właściwych wierszach nazwy ontologicznych stanowisk,
które uznają, że istnieje jeden, dwa lub więcej rodzajów substancji, oraz jednego
przedstawiciela każdego stanowiska.
L.p. Rodzaje substancji Nazwa stanowiska Przedstawiciel
1. jeden rodzaj substancji
2. dwa rodzaje substancji
3. wiele rodzajów
substancji

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.10. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Uzupełnij tabelę, wpisując we właściwych wierszach nazwy ontologicznych stanowisk, które uznają, że istnieje jeden, dwa lub więcej rodzajów substancji, oraz jednego przedstawiciela każdego stanowiska. L.p. Rodzaje substancji Nazwa stanowiska Przedstawiciel 1. jeden rodzaj substancji 2. dwa rodzaje substancji 3. wiele rodzajów substancji Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 1.10: 0–3 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 1.10: 0–3 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 6

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.11

3 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Czy Kartezjusz zgodziłby się ze stwierdzeniem Locke'a: nie ma niczego w umyśle, czego
nie było wcześniej w zmysłach? Uzasadnij odpowiedź.
Odpowiedź: Uzasadnienie:

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Locke był empirystą i według niego wszelkie poznanie pochodzi z doświadczenia
zmysłowego, natomiast Kartezjusz był racjonalistą, więc źródeł poznania szukał w umyśle.
Schemat punktowania
3 p. – za poprawną odpowiedź i logiczne uzasadnienie odwołujące się do obu filozofów.
2 p. – za poprawną odpowiedź i logiczne uzasadnienie odwołujące się do jednego filozofa.
1 p. – za poprawną odpowiedź bez uzasadnienia.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.11. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Czy Kartezjusz zgodziłby się ze stwierdzeniem Locke'a: nie ma niczego w umyśle, czego nie było wcześniej w zmysłach? Uzasadnij odpowiedź. Odpowiedź: Uzasadnienie: Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Locke był empirystą i według niego wszelkie poznanie pochodzi z doświadczenia zmysłowego, natomiast Kartezjusz był racjonalistą, więc źródeł poznania szukał w umyśle. Schemat punktowania 3 p. – za poprawną odpowiedź i logiczne uzasadnienie odwołujące się do obu filozofów. 2 p. – za poprawną odpowiedź i logiczne uzasadnienie odwołujące się do jednego filozofa. 1 p. – za poprawną odpowiedź bez uzasadnienia. 0 p. – za…

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 1.11: 0–3 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 1.11: 0–3 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 6

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.2

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

W swoim tekście Kartezjusz porusza problemy z zakresu dwóch dziedzin filozoficznych.
Zaznacz literę (spośród A–D) oznaczającą nazwy tych dziedzin.
A. etyka, ontologia
B. ontologia, epistemologia
C. estetyka, antropologia
D. ontologia, antropologia

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.2. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    W swoim tekście Kartezjusz porusza problemy z zakresu dwóch dziedzin filozoficznych. Zaznacz literę (spośród A–D) oznaczającą nazwy tych dziedzin. A. etyka, ontologia B. ontologia, epistemologia C. estetyka, antropologia D. ontologia, antropologia Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie wybieraj odpowiedzi na podstawie pojedynczego słowa lub samego oznaczenia. Sprawdź cały warunek zadania i właściwy wiersz albo kolumnę klucza.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 4

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.3

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Określ, co według Kartezjusza jest podstawą pewności wiedzy.

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Podstawą wiedzy pewnej jest według Kartezjusza jasność i wyrazistość jej ujęcia.
Schemat punktowania
1 p. – za poprawną odpowiedź.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.3. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Określ, co według Kartezjusza jest podstawą pewności wiedzy. Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Podstawą wiedzy pewnej jest według Kartezjusza jasność i wyrazistość jej ujęcia. Schemat punktowania 1 p. – za poprawną odpowiedź. 0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 4

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.4

2 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Przedstaw, sformułowany przez autora tekstu, dowód ontologiczny na istnienie Boga.
MFI_1R

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Kartezjusz znajduje w umyśle ideę Istoty Najwyższej, doskonałej. Zakładając,
że w przyczynie nie może być mniej doskonałości niż w skutku, Kartezjusz dochodzi
do wniosku, że taka Istota, czyli Bóg, musi istnieć jako przyczyna idei zakorzenionej
w umyśle.
Schemat punktowania
2 p. – za pełną odpowiedź uwzględniającą rozumowanie Kartezjusza.
1 p. – za odpowiedź niepełną, np. mającą formę wniosku z rozumowania.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.4. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Przedstaw, sformułowany przez autora tekstu, dowód ontologiczny na istnienie Boga. MFI_1R Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Kartezjusz znajduje w umyśle ideę Istoty Najwyższej, doskonałej. Zakładając, że w przyczynie nie może być mniej doskonałości niż w skutku, Kartezjusz dochodzi do wniosku, że taka Istota, czyli Bóg, musi istnieć jako przyczyna idei zakorzenionej w umyśle. Schemat punktowania 2 p. – za pełną odpowiedź uwzględniającą rozumowanie Kartezjusza. 1 p. – za odpowiedź niepełną, np. mającą formę wniosku z rozumowania. 0 p. –…

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 1.4: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 1.4: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 4

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.5

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Określ, co – zdaniem autora – jest gwarancją prawdziwości dowodu ontologicznego.

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.5. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Określ, co – zdaniem autora – jest gwarancją prawdziwości dowodu ontologicznego. Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie wybieraj odpowiedzi na podstawie pojedynczego słowa lub samego oznaczenia. Sprawdź cały warunek zadania i właściwy wiersz albo kolumnę klucza.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 5

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.6

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Zaznacz literę (spośród A–D) oznaczającą stanowiska epistemologiczne związane
z filozofią Kartezjusza.
A. empiryzm genetyczny, racjonalizm genetyczny
B. racjonalizm genetyczny, sensualizm
C. sensualizm, racjonalizm genetyczny
D. racjonalizm genetyczny, sceptycyzm metodyczny

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.6. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Zaznacz literę (spośród A–D) oznaczającą stanowiska epistemologiczne związane z filozofią Kartezjusza. A. empiryzm genetyczny, racjonalizm genetyczny B. racjonalizm genetyczny, sensualizm C. sensualizm, racjonalizm genetyczny D. racjonalizm genetyczny, sceptycyzm metodyczny Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie wybieraj odpowiedzi na podstawie pojedynczego słowa lub samego oznaczenia. Sprawdź cały warunek zadania i właściwy wiersz albo kolumnę klucza.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 5

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.7

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Wyjaśnij sens podanego poniżej stwierdzenia związanego z filozofią Kartezjusza:
W samym myśleniu zawiera się pierwotne doświadczenie istnienia.

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Myślenie, a szczególnie wątpienie, jest niepodważalnym potwierdzeniem istnienia. Nie
można więc oddzielić wątpienia od istnienia.
Schemat punktowania
1 p. – za poprawną odpowiedź.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.7. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Wyjaśnij sens podanego poniżej stwierdzenia związanego z filozofią Kartezjusza: W samym myśleniu zawiera się pierwotne doświadczenie istnienia. Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Myślenie, a szczególnie wątpienie, jest niepodważalnym potwierdzeniem istnienia. Nie można więc oddzielić wątpienia od istnienia. Schemat punktowania 1 p. – za poprawną odpowiedź. 0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 5

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.8

2 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Wyjaśnij różnicę między poglądami św. Augustyna i Kartezjusza na temat myślącego
i wątpiącego „ja”.

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Według św. Augustyna łudzenie się, błądzenie, wątpienie (si fallor, sum) nie są podstawą
poznania, bowiem warunkiem jego osiągnięcia jest iluminacja – oświecenie ze strony Boga.
Według Kartezjusza wątpienie (cogito, ergo sum) jest fundamentem poznania. Miarą wartości
poznania jest poczucie oczywistości (np. w koncepcji prawdy).
Schemat punktowania
2 p. – za określenie stanowiska dwóch filozofów.
1 p. – za określenie stanowiska jednego filozofa.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.8. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Wyjaśnij różnicę między poglądami św. Augustyna i Kartezjusza na temat myślącego i wątpiącego „ja”. Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Według św. Augustyna łudzenie się, błądzenie, wątpienie (si fallor, sum) nie są podstawą poznania, bowiem warunkiem jego osiągnięcia jest iluminacja – oświecenie ze strony Boga. Według Kartezjusza wątpienie (cogito, ergo sum) jest fundamentem poznania. Miarą wartości poznania jest poczucie oczywistości (np. w koncepcji prawdy). Schemat punktowania 2 p. – za określenie stanowiska dwóch filozofów. 1 p. – za określenie…

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 1.8: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 1.8: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 5

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 1.9

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
René Descartes
Medytacje o pierwszej filozofii
Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic
z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,
rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że
nie ma nic pewnego.
Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić
najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś
jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu
jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem
i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie
istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie
istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel – nie
wiem, kto nim jest – wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.
Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym
i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja
jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.
Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już
koniecznie istnieję […].
Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?
[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,
ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby
się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć
[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:
myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także
wyobraża sobie i czuje […].
W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo
przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy
może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.
Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,
abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,
jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę
ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.
Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,
o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,
gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].
Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same
w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako
pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to
z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.
Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie
samego urobione […].
Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które – jak sądzę – pochodzą
jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,
żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym
natura […].
MFI_1R
Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd
samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki
jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się
ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję
itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna
[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby
mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].
Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej
i zawierają w sobie więcej – że się tak wyrażę – obiektywnej rzeczywistości (realitatis
obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);
a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,
nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest
poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które
przedstawiają substancje skończone.
Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi
być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd – pytam –
mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła
mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może
powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej
rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko
w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także
w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].
Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest
prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż – jeżeli
rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż
nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie
mogę być przyczyną owej idei – to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,
lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].
Wśród tych zaś moich idei – oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie
może tu sprawiać żadnej trudności – jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą
należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie
samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,
o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,
o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi
zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie
samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,
że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego
właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako
że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była
nieskończona.
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48–66.
MFI_1R

Wyjaśnij pojęcie sceptycyzmu metodycznego.
MFI_1R

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Sceptycyzm metodologiczny – to stanowisko filozoficzne odrzucające możliwość uzyskania
wiedzy pewnej; metoda wątpienia (zwłaszcza w idee empiryczne) w celu dotarcia do
twierdzeń bardziej pewnych lub takich, w które wątpić się już nie da, np. dla Kartezjusza było
to stwierdzenie, że akt myślenia wymaga podmiotu myślącego, a zatem cogito ergo sum –
myślę, więc jestem.
Schemat punktowania
1 p. – za poprawną odpowiedź.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 1.9. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Wyjaśnij pojęcie sceptycyzmu metodycznego. MFI_1R Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Sceptycyzm metodologiczny – to stanowisko filozoficzne odrzucające możliwość uzyskania wiedzy pewnej; metoda wątpienia (zwłaszcza w idee empiryczne) w celu dotarcia do twierdzeń bardziej pewnych lub takich, w które wątpić się już nie da, np. dla Kartezjusza było to stwierdzenie, że akt myślenia wymaga podmiotu myślącego, a zatem cogito ergo sum – myślę, więc jestem. Schemat punktowania 1 p. – za poprawną odpowiedź.…

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 5

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 2

2 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Wyjaśnij stanowisko autora poniższych słów wobec Kartezjańskiej koncepcji substancji.
Swoją odpowiedź uzasadnij.
Friedrich Nietzsche
Wola mocy
Myśli się: „istnieje tedy coś myślącego” – do tego sprowadza się argumentacja
Kartezjusza. Lecz to znaczy, wiarę swoją w pojęcie substancji uważać za ,,prawdziwą
a priori”: albowiem, ,,jeśli się myśli, musi istnieć coś, »co myśli«”, jest po prostu
sformułowaniem naszego przyzwyczajenia gramatycznego, które wszelkiej czynności
przypisuje sprawcę. Krótko mówiąc, ustanawia się już tutaj postulat logiczno-metafizyczny
– i nie tylko konstatuje… Drogą Kartezjusza nie dochodzi się do czegoś absolutnie
pewnego, lecz tylko do pewnego faktu bardzo silnej wiary […]. To jednak, czego chciał
Kartezjusz, jest to, że myśl posiada nie tylko realność pozorną, lecz realność w sobie.
F. Nietzsche, Wola mocy, Kraków 2003, s. 176.
Stanowisko: MFI_1R
Uzasadnienie:

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Słabością rozumowania Kartezjusza – zdaniem Nietzschego – jest obecność metafizyki
i schematyzm myślenia, którego struktura jest następująca: jeśli jest czynność, musi być
wykonawca.
Schemat punktowania
2 p. – za poprawną, odpowiedź i logiczne uzasadnienie.
1 p. – za poprawną odpowiedź bez uzasadnienia.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 2. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Wyjaśnij stanowisko autora poniższych słów wobec Kartezjańskiej koncepcji substancji. Swoją odpowiedź uzasadnij. Friedrich Nietzsche Wola mocy Myśli się: „istnieje tedy coś myślącego” – do tego sprowadza się argumentacja Kartezjusza. Lecz to znaczy, wiarę swoją w pojęcie substancji uważać za ,,prawdziwą a priori”: albowiem, ,,jeśli się… Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Słabością rozumowania Kartezjusza – zdaniem Nietzschego – jest obecność metafizyki i schematyzm myślenia, którego struktura jest następująca: jeśli jest czynność, musi być wykonawca. Schemat punktowania 2 p. – za poprawną, odpowiedź i logiczne uzasadnienie. 1 p. – za poprawną odpowiedź bez uzasadnienia. 0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 2: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 2: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 6

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 3.1

2 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie poniższego tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
Bertrand Russell
Problemy filozofii
Jego własne istnienie nie mogło jednak budzić wątpliwości; gdyby on bowiem nie istniał,
to żaden demon nie mógłby go zwodzić. Jeśli wątpi, to musi istnieć; jeśli czegokolwiek
doświadcza, to musi istnieć. A zatem jego własne istnienie było dlań absolutnie pewne.
„Myślę, więc jestem”, powiedział […], a zdobywszy tę pewność, począł na nowo tworzyć
świat wiedzy, który wcześniej swym wątpieniem zburzył. Poprzez odkrycie metody wątpienia
i pokazanie, że najpewniejsze są rzeczy subiektywne, Kartezjusz w ogromnym stopniu
przyczynił się do rozwoju filozofii […].
Ale argumentem Kartezjusza posługiwać się należy ostrożnie. „Myślę, więc jestem” mówi
nieco więcej niż to, co jest ściśle pewne. Mogłoby się wydawać, że mamy całkowitą pewność,
iż dziś jesteśmy tą samą osobą, którą byliśmy wczoraj – i to, bez wątpienia, jest w pewnym
sensie prawdą. Ale do rzeczywistego „ja” dotrzeć jest równie trudno jak do rzeczywistego
stołu i nie wydaje się, aby przysługiwała mu ta absolutna, przemożna pewność, jaka
przynależy poszczególnym doznaniom. Gdy patrzę na swój stół i widzę brązowy kolor, to
tym, co jest z miejsca pewne, nie jest „ja widzę brązowy kolor”, ale raczej „brązowy kolor
jest widziany”. To oczywiście wymaga czegoś (lub kogoś), co (lub kto) ten kolor widzi; ale
samo przez się nie wymaga tej mniej czy bardziej trwałej osoby, którą określamy mianem
„ja”. Jest możliwe – jeśli o bezpośrednią pewność chodzi – że owo coś widzącego brązowy
kolor jest czymś zupełnie chwilowym i bynajmniej nie tym samym, co to coś, co ma jakieś
inne doznanie w chwili następnej.
B. Russell, Problemy filozofii, Warszawa 1999, s. 27–29.

Zrekonstruuj dwa argumenty Russella przeciw tezie Kartezjusza myślę, więc jestem.
MFI_1R

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

1. Absolutnie pewne jest istnienie poszczególnych doznań czy aktów poznawczych, a nie
istnienie trwałego podmiotu tych aktów.
2. Doznania nie przesądzają również o rzeczywistości trwałego przedmiotu, czyli Kartezjusz,
zdaniem Russella, nie odpowiada na pytanie, czy przedmiot, na który nie patrzymy,
istnieje.
Schemat punktowania
2 p. – za sformułowanie dwóch argumentów.
1 p. – za sformułowanie jednego argumentu.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 3.1. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Zrekonstruuj dwa argumenty Russella przeciw tezie Kartezjusza myślę, więc jestem. MFI_1R Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: 1. Absolutnie pewne jest istnienie poszczególnych doznań czy aktów poznawczych, a nie istnienie trwałego podmiotu tych aktów. 2. Doznania nie przesądzają również o rzeczywistości trwałego przedmiotu, czyli Kartezjusz, zdaniem Russella, nie odpowiada na pytanie, czy przedmiot, na który nie patrzymy, istnieje. Schemat punktowania 2 p. – za sformułowanie dwóch argumentów. 1 p. – za sformułowanie jednego argumentu. 0 p.…

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 3.1: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 3.1: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 7

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 3.2

1 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Na podstawie poniższego tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.
Bertrand Russell
Problemy filozofii
Jego własne istnienie nie mogło jednak budzić wątpliwości; gdyby on bowiem nie istniał,
to żaden demon nie mógłby go zwodzić. Jeśli wątpi, to musi istnieć; jeśli czegokolwiek
doświadcza, to musi istnieć. A zatem jego własne istnienie było dlań absolutnie pewne.
„Myślę, więc jestem”, powiedział […], a zdobywszy tę pewność, począł na nowo tworzyć
świat wiedzy, który wcześniej swym wątpieniem zburzył. Poprzez odkrycie metody wątpienia
i pokazanie, że najpewniejsze są rzeczy subiektywne, Kartezjusz w ogromnym stopniu
przyczynił się do rozwoju filozofii […].
Ale argumentem Kartezjusza posługiwać się należy ostrożnie. „Myślę, więc jestem” mówi
nieco więcej niż to, co jest ściśle pewne. Mogłoby się wydawać, że mamy całkowitą pewność,
iż dziś jesteśmy tą samą osobą, którą byliśmy wczoraj – i to, bez wątpienia, jest w pewnym
sensie prawdą. Ale do rzeczywistego „ja” dotrzeć jest równie trudno jak do rzeczywistego
stołu i nie wydaje się, aby przysługiwała mu ta absolutna, przemożna pewność, jaka
przynależy poszczególnym doznaniom. Gdy patrzę na swój stół i widzę brązowy kolor, to
tym, co jest z miejsca pewne, nie jest „ja widzę brązowy kolor”, ale raczej „brązowy kolor
jest widziany”. To oczywiście wymaga czegoś (lub kogoś), co (lub kto) ten kolor widzi; ale
samo przez się nie wymaga tej mniej czy bardziej trwałej osoby, którą określamy mianem
„ja”. Jest możliwe – jeśli o bezpośrednią pewność chodzi – że owo coś widzącego brązowy
kolor jest czymś zupełnie chwilowym i bynajmniej nie tym samym, co to coś, co ma jakieś
inne doznanie w chwili następnej.
B. Russell, Problemy filozofii, Warszawa 1999, s. 27–29.

Poddaj krytyce argumentację Russella przeciw tezie Kartezjusza.

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Russell przez sam fakt podjęcia polemiki potwierdza, że Kartezjusz ma rację. Potwierdza, że
istnienie podmiotu jest niepodważalne. Każdy jest pewny swego istnienia. Problemem jednak
pozostaje sposób istnienia.
Schemat punktowania
1 p. – za poprawną odpowiedź.
0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 3.2. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Poddaj krytyce argumentację Russella przeciw tezie Kartezjusza. Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Russell przez sam fakt podjęcia polemiki potwierdza, że Kartezjusz ma rację. Potwierdza, że istnienie podmiotu jest niepodważalne. Każdy jest pewny swego istnienia. Problemem jednak pozostaje sposób istnienia. Schemat punktowania 1 p. – za poprawną odpowiedź. 0 p. – za odpowiedź błędną lub brak odpowiedzi.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

1 pkt — odpowiedź zgodna z oficjalnym kluczem CKE; 0 pkt — odpowiedź niepoprawna albo brak odpowiedzi.

Strona arkusza: 8

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 4

2 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Zaznacz zdania, które wynikają logicznie ze zdania: „Jeśli Bóg istnieje, to idee w moim
umyśle nie są nabyte”. Zakreśl literę P przy właściwych zdaniach.
1. Bóg nie istnieje lub idee w moim umyśle nie są nabyte. P
2. Jeśli idee w moim umyśle są nabyte, to Bóg nie istnieje. P
3. Idee w moim umyśle są nabyte lub Bóg nie istnieje. P
4. Jeśli Bóg nie istnieje, to idee w moim umyśle są nabyte. P

Pokaż oficjalne rozwiązanie i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 4. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Zaznacz zdania, które wynikają logicznie ze zdania: „Jeśli Bóg istnieje, to idee w moim umyśle nie są nabyte”. Zakreśl literę P przy właściwych zdaniach. 1. Bóg nie istnieje lub idee w moim umyśle nie są nabyte. P 2. Jeśli idee w moim umyśle są nabyte, to Bóg nie istnieje. P 3. Idee w moim umyśle są nabyte lub Bóg nie istnieje. P 4.… Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Prześledź oficjalne rozwiązanie lub klucz

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 4: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie ograniczaj rozwiązania do końcowego wyniku. Zachowaj warunki, jednostki, tok rozumowania i wszystkie elementy wymagane przez kryteria punktowania.

Punktowanie i źródło

Zadanie 4: 0–2 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 8

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Zadanie 5

25 pkt

Filozofia — odpowiedź według zasad CKE

Napisz wypracowanie na jeden z podanych tematów.
Temat 1. Czy Kartezjusz słusznie został nazwany „ojcem nowożytnej filozofii”?
W swoich rozważaniach odwołaj się do poglądów innych filozofów.
Temat 2. Czym jest wolność w doświadczeniu ludzkim? – pyta Erich Fromm
w poniższym cytacie. Rozważ, biorąc pod uwagę poglądy innych filozofów.
Erich Fromm
Ucieczka od wolności
Oto zasadnicze pytania, które się nasuwają, kiedy rozpatrujemy ludzki aspekt wolności,
potrzebę podporządkowania się, żądzę władzy: Czym jest wolność w doświadczeniu
ludzkim? Czy pragnienie wolności jest czymś nieodłącznym od natury ludzkiej? Czy owo
doświadczenie jest zawsze takie samo, niezależnie od typu kultury, w której kręgu człowiek
żyje, czy też zależy ono od stopnia indywidualizacji, do jakiego doszło dane społeczeństwo?
Czy wolność jest tylko brakiem zewnętrznej presji, czy też jest również obecnością czegoś
– a jeśli tak, to czego? Jakie społeczne i ekonomiczne czynniki powodują, że w danym
społeczeństwie istnieje dążenie do wolności? Czy wolność może stać się ciężarem zbyt
wielkim, by człowiek mógł go udźwignąć, czymś, przed czym usiłuje on uciec? Jak więc się
to dzieje, że dla jednych wolność jest wymarzonym celem, a dla innych zagrożeniem?
E. Fromm, Ucieczka od wolności, Warszawa 1998, s. 23–24.
MFI_1R
WYPRACOWANIE
na temat nr …………
MFI_1R
MFI_1R
MFI_1R
MFI_1R
MFI_1R
MFI_1R

Pokaż oficjalne kryteria i omówienie źródłowe

Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

Odpowiedź, przykładowe rozwiązanie lub rubryka pochodzą z przypisanych oficjalnych zasad CKE dla MFI-R1_1P-152, zadanie 5. To źródłowe opracowanie pierwszego przebiegu, nie niezależne rozwiązanie autorskie ani druga akceptacja redakcyjna.

Zobacz rozwiązanie krok po kroku
  1. Odczytaj wszystkie warunki polecenia

    Napisz wypracowanie na jeden z podanych tematów. Temat 1. Czy Kartezjusz słusznie został nazwany „ojcem nowożytnej filozofii”? W swoich rozważaniach odwołaj się do poglądów innych filozofów. Temat 2. Czym jest wolność w doświadczeniu ludzkim? – pyta Erich Fromm w poniższym cytacie. Rozważ, biorąc pod uwagę poglądy innych filozofów. Erich… Przy rozwiązywaniu zachowaj wszystkie wskazane dane, ograniczenia, jednostki i wymaganą formę odpowiedzi.

  2. Zastosuj pełną rubrykę CKE

    Przypisane zasady CKE podają: Odpowiedź wymaga sprawdzenia zgodności z oficjalnymi zasadami CKE.

  3. Sprawdź zapis i punktowanie

    Zadanie 5: 0–25 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie. Przed zakończeniem porównaj odpowiedź z dokładnym poleceniem oraz dopuszczalnymi wariantami wskazanymi w zasadach.

Nie traktuj rubryki ani przykładowych sformułowań jako gotowej pracy do przepisania. Wybierz jeden temat, zachowaj limit i samodzielnie zrealizuj wszystkie wymagane elementy.

Punktowanie i źródło

Zadanie 5: 0–25 pkt. Pełne oficjalne kryteria, warianty akceptowane i przykładowe rozwiązanie zachowano w polu odpowiedzi; należy stosować je łącznie.

Strona arkusza: 8

Opracowanie wstępne — oczekuje na zatwierdzenie redakcyjne.

Oficjalne dokumenty

Materiały CKE

Dokumenty otwierają się na żądanie.

MFI-R1_1P-152